small font default font large font
Monday, 06 September 2010
Koparka

Pamiętam, że kiedy byłem małym chłopcem, mój tato miał w ogrodzie koparkę którą trzymał przez kilka lat. Koparka ta miała swoje własne imię nadane przez mojego ojca. Nazywała się Ivette, ojciec postanowił nadać jej imię bo ponoć Ivette była członkiem naszej rodziny, a to ze względu na to, że przyczyniła się do budowy naszego domu. Podobno przez wiele dni dzielnie pracowała w najgorszych z możliwych upałów, łyżkę od ust odstawiając sobie, a dając nam piękny dół pod fundamenty. Jak się okazało koparka ta była niezawodna przez cały czas trwania budowy, a kiedy wykonała swoją robotę, wydała również z siebie ostatnie tchnienie i tak jak na filmach z dalekiego hollywoodu odeszła w zapomnienie.

Ostatnia spalina uszła do przestrzeni i Ivette spoczęła w ogrodzie wśród drzew i ptaków które regularnie oddawały na nią to co w kuprach miały najlepszego. Koparka trwała tak bez ruchu przez wiele lat i zim również, aż do chwili kiedy z tatą nie pomyśleliśmy, że być może warto by było ją wskrzesić. Okazało się, co najśmieszniejsze, że nie była wcale zepsuta, a po prostu benzyna się w niej skończyła. Więc diagnoza jaką postawiono wiele lat temu jakoby był to zator węzła gaźnikowego głównego okazał się chybiony.

Na szczęście po wlaniu benzyny Ivette oprzytomniała i tak się ucieszyła, że postanowiła okazać to szerokim zamachnięciem się łyżką, która trafiła prosto w altanę która stała w ogrodzie. Z altany nic nie zostało, na szczęście koparka działała. Od tego czasu razem z tatą codziennie w ogrodzie kopiemy sobie dół.